LITERATURA SZTUKA FILOZOFIA SPOŁECZEŃSTWO

Bełkotliwy kontrapunkt

Pejzaż kulturalny największych miast w Stanach Zjednoczonych w latach 50. najpełniej oddają słowa poetów i prezenterów telewizji jednocześnie; znaleźliśmy się w samym centrum dowodzenia, bez steru w ręce. Kultura - czy ktoś wie, co właściwie znaczy ten wyraz i z czym powinien by kojarzony?

 

Lata 50. w Stanach Zjednoczonych wyznaczyły pewien poziom społecznych skojarzeń. Do potocznego języka wdarły się slogany polityczne oraz obrazy bezpośredniego zagrożenia życia. Szukano publicznego wroga. Wyłapywano, sądzono, a potem sadzano na rozgrzanych krzesłach elektrycznych podwójnych agentów.[1] Ameryka rozpadła się na dwa zupełnie nieprzystające do siebie obrazy; z jednej strony prezentowała się jako spełnienie marzeń o raju na ziemi, z drugiej zaś nieustannie toczyła boje o zachowanie własnego poczucia bezpieczeństwa. W końcu lat 50. politycy wraz z największymi koncernami medialnymi, w tym przede wszystkim telewizją, wykuli hasło, które pokutuje w świadomości obywateli świata do dziś; Ameryka chroni świat przed kataklizmem wielkiej wojny, ratuje godność i moralność pojedynczego człowieka, przyczynia się do zmniejszenia zła na świecie. W wyścigu o laur pierwszeństwa na ziemi Amerykę gonił jedynie Związek Radziecki. Dwa mocarstwa trawiła wewnętrzna patologia władzy, ich wizerunek publiczny miał temu zaprzeczyć.

 

Media amerykańskie w latach 50. opłacały największe koncerny przemysłowe. Działo się tak za sprawą potężnego mechanizmu, który odkryli specjaliści od promocji. Zauważyli oni, że zwykli odbiorcy znacznie częściej płacą abonament i rachunki za energię, jeśli zobaczą w telewizji lub usłyszą w radiu audycję na temat ich dostawcy. Amerykańska telewizja powstała zatem z myślą o największych udziałowcach rynku, którzy kupowali najdłuższe emisje czasu antenowego w historii. Reklama w klasycznym rozumieniu nie znajdywała wówczas uzasadnienia. Szefom telewizji udało się przekona koncerny, że w ciągu kilku godzin emisji programów dydaktycznych i wyjaśniających istotę amerykańskiej żarówki, warto puścić coś rozrywkowego. Za najlepszą rozrywkę uważano wówczas teatr telewizji i adaptację klasyków, w tym przede wszystkim Szekspira. Z czasem projekt związany z prezentowaniem najnowszej kultury amerykańskiej rozrósł się do niezwykłych, jak na warunki medialne, rozmiarów. Telewizja nie tylko zapraszała do studia, ale opłacała pracę najlepszych amerykańskich dramaturgów, żeby pisali sztuki reklamowe na zamówienie. Dzięki tak niepospolitemu zastrzykowi finansowemu, amerykańska dramaturgia urosła do najważniejszej spośród sztuk. Mówiło się o niej nie tylko w korytarzach telewizji czy amerykańskich domach, w których pojawiły się kolorowe telewizory. O amerykańskiej dramaturgii zaczynało by głośno również w starej Europie. Gdyby nie szczęśliwy zbieg okoliczności oraz wielkie pieniądze wydane zupełnie przypadkiem na teatr telewizji, prawdopodobnie nie narodziłoby się tylu utalentowanych dramaturgów. Telewizja wspierała w tym samym czasie również młodych poetów oraz pisarzy. Występowali oni jednak bardzo rzadko przed kamerą ze względu na nieobyczajne zachowanie.

 

W mrocznych czasach zagrożenia sowietyzmem oraz wybuchem wojny nuklearnej [2] fotografia zaczęła odgrywa coraz większą rolę. Działo się tak za sprawą drugiego medialnego potentata; prasy. Wydawcy codziennych magazynów odkryli, że powiększone zdjęcia na pierwszej stronie przykuwają uwagę przechodniów i zmuszają ich do zakupu. Dalsze sprawdzanie rynku odsłoniło pewien paradoks; otóż przechodnie wcale nie musieli interesować się podjętym tematem ani tym bardziej znać bohatera ze zdjęcia. Impulsem było samo zbliżenie oraz odsłonięcie detalu twarzy. Proste skojarzenie nakręciło medialny rynek i zmusiło wydawców do podwyższenia stawek dla fotoreporterów. Wzrosła w tym czasie ilość miejsc pracy w działach fotograficznych; obok lukratywnych zleceń dla fotografów mody pojawiały się ogłoszenia dla codziennych pstrykaczy. Fotografowie szukali zleceń w prasie codziennej, wydaniach popołudniowych oraz tygodnikach. Rozwój prasy spowodował napływ fotografów do największych ośrodków miejskich i wymusił na pracodawcach coraz bardziej godziwe warunki pracy. Zdjęcia przestały by nieważną ilustracją, zapychającą dziurę w tekście. Stanowiła pretekst i zachętę do zakupu, była inspiracją do medialnej dyskusji oraz zmuszała do rewizji poglądów politycznych. Dzięki ukradkowym zdjęciom robionym w sądach, szpitalach oraz na posterunkach policji, zmieniano układ władzy oraz nadawano fotograficznej prawdzie szczególnego znaczenia. Czytelnicy mogli zobaczyć na własne oczy publicznych wrogów, wielkich bohaterów oraz zwyczajne życie gwiazdy. Fotografia została wpisana w poczet wielkich medialnych narzędzi, które kreują rzeczywistość. Za sprawą kilku afer politycznych, które odkryto dzięki sprytowi fotografów prasowych, fotografię uznano za niezastąpioną. Również i w tym wypadku o losach sztuki, zdecydowały pieniądze oraz niezaspokojony apetyt na władzę. Rozkwit prasy codziennej stymulował rozwój fotografii i jej języka. Dla wielu ludzi stało się jasne, że w tym zawodzie można nie tylko odnieść sukces finansowy, ale doświadczyć szczególnego wyróżnienia społecznego. Awans i wyższa pozycja marzyła się wówczas wielu przeciętnym zjadaczom chleba.

 

Usługowa funkcja dramatu i fotografii obróciła się przeciwko nim. Krytycy tak zwanej sztuki wysokiej w Ameryce utrzymywali, że fotografia nie należy do dziedzin artystycznych choć czasami je imituje. Sąd nad fotografią skazał ją na nieistnienie w oficjalnym obiegu artystycznym. Fotografowie nie mogli wystawiać w tym czasie swoich prac w galerii, a ich rzemiosło uważano za zawód przynależny mediom. Jak grzyby po deszczu rosły studia, w których portretowano sławnych ludzi oraz modę. W szkołach kształcono przyszłych fotoreporterów nie troszcząc się o ich edukację z zakresu historii sztuki. W konsekwencji w medialnych koncernach pracowali ludzie biegli w swoim fachu, ale niemal zupełnie pozbawieni wiedzy o fotografii jako sztuce. Miejskie galerie oferowały widzom malarstwo oraz rzeźbę. Eksperymentalnie podchodzono do filmu, inwestowano w działania na ciele oraz przestrzeni miasta. Niewielu jednak zadało sobie trud, żeby zauważyć w najbardziej pospolitych obrazkach gazetowych coś więcej ponad rejestrację życia.

 

Wzrost znaczenia rynku sztuki w Ameryce powoduje znaczne przesunięcie w budżetach artystów fotografów. Media chętnie zatrudniają ich na początku kariery, licząc na pracę za półdarmo. Proces wykorzystywania zawodowego w tej grupie sięga niewiarygodnego pułapu. W przeciwieństwie do dziennikarzy zrzeszonych w licznych związkach, fotografowie pozostają na uboczu. W ich pracy liczy się samotność, dobry informator oraz zdolny kolega dziennikarz, który lideruje projektom. W pewnym sensie zjawisko integracji zawodowej w tym kręgu kojarzy się z przejściem na rzecz konkurencji. Dlatego rasowi fotoreporterzy wystrzegają się wszelkich związków zawodowych, stowarzyszeń oraz klubów, w których wymiana informacji przekłada się bardzo szybko na utratę zlecenia. Stawki gazetowe potrafią jednak utrzyma przy życiu wielu fotoreporterów. Są wśród nich cudzoziemcy, którzy uciekli przed sowieckim reżimem z Europy. To właśnie oni nadadzą kierunek oraz rytm pracy swoim kolegom po fachu. Doprowadzą też do znacznego poprawienia wizerunku fotografii jako sztuki. Imigranci stworzą w Stanach Zjednoczonych kolejny mit, w którym przybysz zza Oceanu, zwykle ocalały z Zagłady lub sowieckich łagrów, wychowany na przedwojennej awangardzie, dokonuje niewiarygodnych zmian wizualnych. Faktem jest, że to właśnie przybysze z Węgier, Czech czy Polski wpłynęli na zmianę estetyki fotografii amerykańskiej w latach 50. Na długo zanim redaktorzy poczytnych tygodników postanowili wykorzystać ich wiedzę.

 

Warunki na rynku koncernów prasowych dyktuje wydawca „Life`u". Rozkładówka w tym poczytnym piśmie oznaczała beztroskie życie fotografa przez kilka tygodni lub miesięcy, dlatego to właśnie ona stała się głównym motorem napędowym w wyścigu szczurów. Fotoreporterzy głowili się nad tematami, które mogłyby zainteresować „Life", niektórzy dokonywali na tę rzecz niewiarygodnych zabiegów formalnych. Większość na szczęście stawiała na czystą fotografię, dobry kadr i rzetelne zbliżenie do bohatera. Żaden fotograf w tamtym czasie nie żył ze sztuki. W potocznym języku zaczął obowiązywać żargon związany z fuchami zawodowymi fotografów. Zlecenia prasowe wypełniały cały dzień, pozostawały jednak wieczory, noce oraz dni wolne od pracy. Zdolniejsi fotografowie rozpoczynali swoje projekty artystyczne po godzinach, inni dorabiali do pensji dekorując wystawy sklepowe oraz fotografując modę. To właśnie regularne zlecenia fotografii sesji utrzymywały niektórych na powierzchni przez wiele lat. Ryzyko w tej pracy polegało na wyrobieniu sobie nazwiska. Im ktoś był bardziej znany jako fotograf mody, tym miał mniejsze szanse na zlecenia w gazetach. Jeśli na dodatek zaczął promować swoją fotografię w przestrzeni sztuki, stawał się natychmiast wrogiem redakcyjnym. W potocznej opinii fotograf mógł oznacza jedynie kogoś, kto rejestruje, a nie kreuje rzeczywistość.

 

W tak umeblowanym świecie porusza się ze znawstwem graniczącym z ryzykiem, Robert Frank. Taki świat zastaje Diana Arbus, pionierka fotografii artystycznej w przestrzeni medialnej. Do dziś jej zdjęcia mody wzbudzają sporo emocji. Ogląda się je przez pryzmat tego, kto je zrobił, a nie co tak naprawdę pokazują. Wąski i wciąż kontrolowany zamówieniem margines wypowiedzi fotografki, wpływał na jej poczucie bezsensu działania. Gdyby tak mogła wiedzieć, ilu ludzi zachwyci jej ukradkowy styl przypatrywania się modelom, przyszpilania ich wzrokiem obiektywu, który w każdym człowieku łowił wynaturzenie.        

 agnieszka kłos

 


 

[1] Wokół motywu osądzenia i skazania agentów rozgrywają się początkowe frazy powieści „Szklany klosz", Sylwii Plath. Do motywu żydowskich agentów, którzy szpiegują na rzecz gospodarki sowieckiej powróci po latach w swojej sztuce „Anioły w Ameryce" Tony Kushner. 

[2] Psychozę oraz społeczną panikę, która opanowała przeciętnych Amerykanów oddał film „Bracie masz jeszcze czas".

 

wtorek, 18 listopada 2008 15:55