LITERATURA SZTUKA FILOZOFIA SPOŁECZEŃSTWO

Ścięcie włosów nie boli

Wykształceni Niemcy mówią tak: potrzebujemy wroga, żeby żyć. Wróg może mieć brązowe oczy, wystrzępione włosy jak pióra, może mieć same pióra i być ptakiem. Takiego wroga trzeba zastrzelić. I wykształceni Niemcy zabijają stada kormoranów, które wyjadają im ryby z rzek. Równowaga potrzebuje wojny.

 

Znudzeni młodzi Niemcy szukają kormoranów nad brzegiem rzek. Ptaki odlatują w głąb lądu, kiedy tylko widzą na horyzoncie człowieka. On może spacerować z wędką na ramieniu, ale wędka wygląda jak strzelba. Na forach internetowych wrze. Niemiecka społeczność podzieliła się na dwa wrogie obozy. Bez względu na osobisty stosunek do Turków, Chińczyków i Polaków, Niemcy rozpętali wojnę publicystyczną o ptaki. W ostatnim czasie na wędkarskim forum pojawił się przepis na pieczone kormorany. Ponoć smakują nienajgorzej. Ekolodzy z zachodu drżą nad zaburzonym ekosystemem ziem wschodnich. Niemcy wschodni grają im na nosie. Nie zapłacicie wielkiej kasy w ramach odszkodowań ekologicznych, nie zobaczycie więcej kormoranów.

 

Temat rozgrzewa. Zastępuje prawdziwą debatę publiczną na bardziej aktualne tematy. Rozśmiesza. Ludzie pogadają o kormoranach i mają się lepiej. Przestają rozgrzebywać niedociągnięcia, nie koncentrują uwagi na wysokościach zarobków. Kormorany dzielą Niemców, ale ostatecznie i łączą. We wrogiej propagandzie spełnia się połowa Niemców.

 

A teraz inny obrazek; ścięcie włosów w zakładzie fryzjerskim. Od dawna wiadomo, że na wschodzie jest taniej. Im dalej na wschód (nie wyłączając polskich miast przygranicznych), tym taniej. Dlatego zachodni szpanerzy jadą na weekendowych biletach do Lipska. To dlatego w każdym zakładzie fryzjerskim (na jednej ulicy jest ich kilka), jest kolejka. Ścięcie włosów na wschodzie kosztuje 10 euro. Na zachodzie za to samo trzeba zapłacić 30 euro. Niemcom zachodnim opłaca się jechać, a wschodnim ciąć. Krucha równowaga geo- ekonomiczna zostaje zachowana.

 

Jest jednak coś, co przeszkadza większości zachodnich Niemców wsiąść do pociągu. Moda. Wschodni fryzjer nie kuma trendów i tnie jak za dawnych lat: na "ddra". Włosy sterczą na czubku głowy jak ptasie pióra, a z tyłu kładą się tłustą plerezą na kark. Głupio tak chodzić po zachodniej stronie. Chyba, że udaje się punka. Look z lat 80. jest mile widziany tylko w stolicy, i to w wybranych dzielnicach; na Kreuzbergu i Mitte. Ale jak się już tam mieszka, ma się pod ręka własnego fryzjera, który w dowolnym czasie, za ustaloną wcześniej sumę, postara się zrekonstruować wygląd jak ze wschodniego Berlina.

 

Wschód jest wieśniacki, tani i powraca modą. Opornie, wyspiarsko, środowiskowo. Pojawia się w kontekście intelektualnym (na przykład jako tło do dyskusji o społecznym statusie kobiet w DDR-ze), filmowym, knajpiano - rozrywkowym. Wszędzie tam, gdzie da się na nim zrobić interes, dostaje zielone światło. Z czasów DDR-u przenika do powszechnej świadomości symbol ludzika z sygnalizacji świetlnej (można go kupić jako statua lub breloczek na każdym niemal targu po zachodniej stronie), bezładny i podpicowany obraz dawnego świata oswajają również filmy dla młodzieży. Na topie pozostają bez zmian: "Biegnij Lola, biegnij", "Good Bye Lenin" i "Słoneczna aleja". Kasowe przeboje o dawnym świecie napędzają koniunkturę. Po filmy sięgają zatem uczelnie, muzea i domy kultury. Po projekcji mogą spokojnie odfajkować odrobioną lekcję z historii.

 

Prawdziwe perły dokumentu z okresu podziału Niemiec nie funkcjonują w świadomości Niemców. Znają je co najwyżej filmoznawcy i krytycy filmowi, wybiórczo rozpolitykowana młodzież. Recepcja najlepszych dokumentów zza wschodniego muru w Europie, właściwie nie istnieje. W Polsce o jednym z nich możemy "przeczytać" na portalu, który szczyci się mianem centrum informacji o sztuce filmowej: http://www.filmweb.pl/f366412/Winter+ade,1987.

"Winter Adé" Helke Misselwitza załapał się na ostatnie podsumowanie prawdziwego świata za murem, z którego robi się dziś nieprzyzwoite żarty. Dokument opowiada o życiu i zmaganiach z kobiecością oraz dyktatem mody trzech bohaterek; punkówy, robotnicy i intelektualistki. Jak w dobie kryzysu i zastraszenia społecznego budują swój wizerunek trzy reprezentantki narodu? Do jakich metod się uciekają i po jakie środki sięgają, żeby ich włosy ułożyły się w fantazyjne plerezy na grzbietach?(http://berlinale.unlike.net/system/photos/0033/6859/winter_ade.jpg)

 

Do dziś kobiecość po wschodniej stronie Niemiec układa się w zupełnie inny wzór niż na zachodzie. Dzieje się tak za sprawą czynnika, o którym politycy niechętnie mówią głośno: biedy. Nikt nie kryje, że na wschodzie pozostali nieudacznicy, którym nie powiodła się ucieczka. Zmiękczony, komediowy obraz świata nieudaczników, którzy marzą o lepszym życiu i droższych produktach, bawi jedynie tych, dla których wschód kojarzy się z gorszym wydaniem świata. Nie ma on jednak nic wspólnego z obrazem autentycznej walki ekonomicznej, którą w cichości, ale godnie wiodą kobiety ze wschodu. Do emerytury pozostał im jeden krok. Przerwany wielkimi dziejami, zamieszaniem politycznym i hukiem wiwatów na rzecz nowego porządku. Jakoś w tej pięknej perspektywie zabrakło dla nich miejsca. Tłoczą się za to w korytarzach pośrednictwa pracy i wyczekują w kolejce do call - center. Lipski oddział szykownej firmy z centralą w Levercusenn, znajduje się na deptaku, w samym sercu miasta. W trzech pokojach urządzono wersję poprawnego zestawu do kapitalizmu; rzędy budek telefonicznych, komputerów i wiatraków. W każdym siedzi starsza kobieta, która próbuje dogonić zachód. Nie jest odosobniona. Po linii łącza zachód gonią studentki z Polski, Ukrainy, Białorusi, Rosji, Czech i Słowacji. Ponadto Żydzi rosyjscy i farbowani Żydzi rosyjscy, geje, anarchiści, skłotersi, punki, feministki oraz bezdomni (przynoszą do pracy puste termosy, z których piją ciepłą wodę z wc).

 agnieszka kłos

piątek, 02 października 2009 09:52