LITERATURA SZTUKA FILOZOFIA SPOŁECZEŃSTWO

Naskórek. Melodia słowa po Auschwitz

 

„Gdy słońce wschodziło (nad Auschwitz) nie wyglądało jak słońce. Przysięgam, że nie było jasne. (...) Mnie wydawało się czarne.”

 

 

Prace plastyczne o Holokauście odwołują widza do mitu pozostawionych śladów, podsuwają widok „wnętrza pamięci”, wydaje się, że lepiej wydobywają szczegóły, które zapamiętali ocaleni. Język, głos, budzi znacznie większy dystans. Jego substancja jest nietrwała, a czas kończy się wraz z oddechem. Nagranie można poddać obróbce, zmontować, skrócić, a głos zacytować w przewrotny sposób lub zupełnie go wyciąć. Sam głos jest ulotny, odwołuje do języka ludzi, którzy tracą swoją siłę i są głosu pozbawiani. Towarzyszy temu poczucie przemijania w historii i zjawisko zagłady jidysz. Można to odczytać symbolicznie jako przywołanie słów nazistów: nie pozostanie po was ślad, bo nikt nie uwierzy waszym słowom. Historia, którą macie do opowiedzenia jest tak straszna, że nikt jej nie zrozumie.

 

Różnica w pojmowaniu ciszy i mówienia w literaturze Holokaustu zaczęła interesować językoznawców, filozofów języka, strukturalistów. Wielu z nich widziało znacznie większy problem w samej naturze języka ludzkiego; w jego imponującej i przeklętej skali znaczeniowej, w jego zakorzenieniu w kulturze. Sam Levinas, który pochodził z Kowna i doświadczył na własnej skórze Holokaustu, zajął się wypracowaniem niezwykłej tezy, która miała raz na zawsze uwolnić relacje ze struktur czasowych. Język, twierdził Levinas, potrafi wślizgnąć się w zaburzoną strukturę czasu i wyjść naprzeciw Innemu. Dzięki temu czas jako doświadczenie obiektywne przestaje istnieć, a sam język, relacje wypowiedziane i te, które zostaną złożone, mogą być słyszalne zawsze: zarówno w przeszłości, jak i w dalekiej przyszłości. Dla Levinasa nie było wątpliwości, że dzięki tak pojętemu językowi możemy spotkać Innego. Podróż do niego w kontekście Holokaustu nabiera szczególnego sensu: bez względu na chronologię wydarzeń (które przynależą historii), każdy z nas ma szansę na kontakt z ludźmi z przeszłości. Ta ujmująca i krzepiąca koncepcja stawania twarzą w twarz z Innym, była ostateczną próbą intelektualnego poradzenia sobie z nie odwrotnością śmierci.

Jak się zdaje Levinas, równie dobrze rozumiał najbardziej klasyczne formy obrazowania Holokaustu. W jego koncepcji świat wykreowany domaga się logiki, za sprawą której zarówno artysta, jak i odbiorca, złagodzi w sobie szok poznania prawdy. Bezpośrednie, nagie spotkanie Innego grozi wstrząsem emocjonalnym, dlatego tak niewielu śmiałków wypuszcza się w rejony tej niebezpiecznej Historii. Napotkanie Inności rodzi coś jeszcze: powoduje nieodwracalną wyrwę w ciągłości ludzkich wyobrażeń. Literatura „po Auschwitz” jest zatem próbą wyrwania siebie z poczucia niemocy, ale u współczesnych wywołuje poczucie „braku tchu”. Jest to zdaniem Levinasa, konieczna, choć tragiczna sytuacja w jakiej dojrzewa współczesna estetyka.

 

Filmowe świadectwa nazwane w tym tekście zwojami, są jawnym dowodem na istnienie w świadomości świadków figur, konwencji, zgodnie z którymi opowiadają własną historię. Każde świadectwo, obojętnie jak przekazane, bogate, skromne, wyrafinowane w swojej wypowiedzi, nawiązuje do znanych wszystkim mitów, metafor i ideologii. Jest to w pewnym stopniu sytuacja tragiczna; świadkowie chcą nadać swojej relacji ton jak najbardziej indywidualny i niepowtarzalny, a jednak muszą skorzystać z powszechnego kodu kultury. Z kolei widzowie, żeby wyjść naprzeciw świadectwu i zrozumieć jego przekaz, muszą również użyć kodu. W procesie intelektualnego odbioru świadectwa, rozpaczliwego poszukiwania odniesień do znanych figur i mitów, znajdujemy schronienie przed poczuciem bezsilności. Naga prawda o tamtych czasach nie jest już naga.

 

Tuż po wyzwoleniu wielu świadków zaczęło mówić o Holokauście po angielsku. Z różnych powodów odrzucili język ojczysty, nie używali niemieckiego, nie mogli już mówić po polsku, a tym bardziej w umierającym jidysz. Angielski był językiem obojętnym, obcym i pojemnym. Można było z właściwym dystansem opowiedzieć w nim każdą, nawet najbardziej dramatyczną historię. Ten język nie wiązał się w żaden sposób z emocjami ani wspomnieniami; był nowoczesnym, uniwersalnym językiem dyplomacji. I tylko czasami, w miejscu szczególnego napięcia, świadkowie niepostrzeżenie przechodzili na język ojczysty. Kiedy ich relacja dotykała miejsc szczególnie zranionych, uszkodzonych, traumatycznych, intymnych. Świadkowie mówili w swoim języku, żeby oddać prawdziwe brzmienie ważnych zdań, zarówno dla ofiar, jak i dla sprawców. Nieoczekiwanie dla słuchacza pojawiało się wtrącenie w relacji, najczęściej nie przetłumaczone przez świadka, zawieszone w powietrzu, pozostawione dla większego dramatyzmu bez wyjaśnień.[1]

 

 

agnieszka kłos

 

Fragmenty tekstu opublikowanego w najnowszym 19 numerze pisma.

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

 

 

Logo Stypendium

 

 



[1] Warto w tym miejscu przywołać obraz całkowitej utraty głosu w wyniku traumy i wspomnień wojennych. Mówią o tym byli więźniowie obozu Auschwitz – Birkenau w swoich relacjach. Wypowiedź Mariana Śniegockiego, ur. 7.8.1922 roku w Radłowie – Ostrów: Nie mniej w ciągu kilku miesięcy swego pobytu w Oświęcimiu odczułem w całej pełni grozę obozu. W jakiś sposób tkwi ona we mnie, o czym może świadczyć m.in. fakt, że gdy w latach 50 – tych znalazłem się po raz pierwszy na terenie byłego obozu, przez godzinę co najmniej nie mogłem wydobyć słowa. Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz – Birkenau w Oświęcimiu. Oświadczenia, tom 122, s. 131.

Wybór języka wspomnień jest najważniejszą decyzją świadka. Decyduje się on wówczas sięgnąć – lub nie – do zawartości swojej pamięci. Wybiera też określoną strategię pamięci. Badacze podkreślają, że świadkowie bardzo często wybierają język ojczysty, kiedy sięgają do najbardziej ukrytych wspomnień. Barbara Engelking – Boni wskazuje na wielką rolę języka polskiego w relacjach, inni badacze mówią o dyktacie angielskiego. Imre Kertész powiedział w jednym z wywiadów, że pisze o Holokauście tylko dlatego, że nie ma on swojego języka i wszystko trzeba stworzyć od podstaw. W swojej twórczości koncentruje się na problemie języka wykluczenia, który skazał ludzi na śmierć, po Auschwitz napiętnował zaś tych, którzy przeżyli jako „wiecznie obcy”.

 

 

środa, 15 czerwca 2011 16:24