Komunikowanie się, rozmowa, dialog są najbardziej podstawowym sposobem funkcjonowania w społeczeństwie. Językiem przekazujemy sobie wszystko, od prostego „jestem głodna” po wyrażanie najintymniejszych myśli czy uczuć. Ponoć nasze myśli też splątane są gramatycznymi strukturami języka. Co jednak w chwili, gdy słowa nie wystarczają, co, gdy nie mogą zapewnić nam porozumienia, bo pochodzą z dwóch różnych języków? Odpowiedzią na taką wątpliwość był V Polsko-Niemiecki Weekend Literacki, który, moim zdaniem, zarówno na poziomie poszczególnych występów, jak i całościowo, był dowodem na to, że porozumienie możliwe jest pomimo różnic kulturowych, odmiennej tradycji czy języka narodowego.
Każdy z występujących podczas Weekendu Literackiego twórców realizował się w kilku dziedzinach sztuki jednocześnie, w związku z czym impreza miała charakter podwójnego dialogu – pomiędzy kulturami i odmiennymi językami sztuki łączonymi w spójne, niejednorodne i intrygujące dzieła. Dwa dni stały się, w pewnym sensie, dialogiem, jaki prowadzić można pomiędzy odmiennymi kulturami dzięki językom poezji, prozy, muzyki, teatru, performacu, które, w pewnym stopniu, okazują się uniwersalnymi.
Najbardziej wyrazistym przykładem przenikania się kultur, języków był performace A stranger Izabeli Chamczyk. Artystka ubrana w ciemną suknię z zakryta twarzą i unieruchomionymi rękoma udała się na swoistą „wędrówkę” wśród uczestników imprezy. Wpadając na poszczególne osoby, pozwalając im się dotknąć, przesunąć czy popchnąć w nieokreślonym kierunku przełamywała niewidzialną granicę intymności, która równie dobrze interpretowana może być jako granica pomiędzy kulturami. Dźwiękowym aspektem występu były zniekształcone frazy po polsku i niemiecku, komunikujące inność, „nienormalność” („ona jest nienormalna”). Finałowy występ był chyba najbardziej wyrazistym, skłaniającym do refleksji. W jej występie istotny nie był bowiem język, w jakim płynęły komunikaty, nie one bowiem, a sposób ich zniekształcenia budził niepokój. Także narodowość performerki była nieistotna; to jej gesty, ruchy, przełamywanie granic składały się na siłę oddziaływania niecodziennego spektaklu.
Jörg Albrecht, młody berliński twórca zajmujący się równolegle pisarstwem i teatrem stworzył, podobnie jak Izabela Chamczyk, swoisty, jednoosobowy spektakl. Podczas spotkania Creative Creatures Albrecht czytał prozę swojego autorstwa modulując głos, przechodząc od mikrofonu do mikrofonu, stojąc, siedząc i leżąc. Wielkie miasto, które jest swoistym bohaterem jego opowieści z jednej strony wyraźnie nosi cechy Berlina, ale jednocześnie można w przedstawionej w tekście fascynującej „klatce cywilizacji” odnaleźć uniwersalne cechy każdego większego miasta. Podobnie wrażenie można było odnieść w zetknięciu z performancem literacko-wizualno-muzycznym duetu z Hamburga.
Z perspektywy międzykulturowej, dialogu tradycji i historii interesujące było spotkanie z Edwardem Pasewiczem. Poeta, prozaik i muzyk opowiedział o swoich ostatnich projektach artystycznych – tomie poetyckim Pałacyk Bertolda Brechta oraz pisanej aktualnie powieści o niemieckim kompozytorze z czasów II Wojny Światowej. Inspirowany kulturą regionu Międzyrzecza, doskonale ujął w tekstach poetyckich specyfikę tej niemiecko-polskiej (lub polsko-niemieckiej) krainy. Miłka Malzahn zaproponowała natomiast podróż w krainę fantazji, wyobraźni wraz ze swoim fikcyjnym bohaterem, Fronaszem.
Zaprezentowane projekty artystyczne różniły się od siebie znacznie, nie tylko rodzajem przekazu, ale również przetwarzanymi twórczo tematami, problemami i miejscami. Źródeł inspiracji z pewnością było wiele, tak samo jak sposobów interpretacji, z pewnością mogę jednak stwierdzić, że V Polsko-Niemiecki Weekend Literacki był ważnym wydarzeniem, być może jednym z przęseł budujących pomost porozumienia pomiędzy językami sztuki, kulturami, wreszcie, co najważniejsze, pomiędzy ludźmi.
Joanna Winsyk
czwartek, 25 listopada 2010 19:06