LITERATURA SZTUKA FILOZOFIA SPOŁECZEŃSTWO

XVI Wrocławski Festiwal Filmowy „Najnowsze Kino Polskie” - Cinemahrad

 

XVI Wrocławski Festiwal Filmowy „Najnowsze Kino Polskie” - Cinemahrad to dwa festiwale w jednym, których „równoległość” pozwala na porównanie dorobku wielu krajów, ale co ważniejsze, umożliwia poznanie różnorakich dokonań, oraz tego, co współcześni filmowcy usiłują przekazać odbiorcy. Kino polskie, czeskie, słowackie czy węgierskie to ciekawa alternatywa dla najpopularniejszych obecnie hollywoodzkich produkcji. To, zazwyczaj szansa, by spojrzeć na film, jak na dzieło sztuki, a nie przedmiot mający się dobrze sprzedać. I choć nie wszystkie filmy mogłyby aspirować do miana „sztuki”, pośród nich było kilka, które warte były uwagi.

18 grudnia, ostatni dzień festiwalu był jednocześnie ostatnim festiwalowym dniem w likwidowanym kinie Lalka. Po tym miejscu pozostanie jednak sala o tej nazwie w tworzonym Dolnośląskim Centrum Filmowym. Nad zanikiem kin studyjnych płakało już wielu, więc temat ten pozostawię w zawieszeniu. Warto bowiem, zamiast takich refleksji, przyjrzeć się filmom prezentowanym podczas festiwalu, pozycje te stanowiły bowiem dość interesującą kompozycję.

W konkursowej części festiwalu zaprezentowano obrazy reprezentujące rozmaite gatunki filmowe, obok najpopularniejszych filmów fabularnych pojawiły się bowiem dokumenty, dokumenty kreacyjne a nawet teledyski. Bardzo różnorodna była także estetyczna warstwa filmów, autorzy stosowali także rozmaite techniki montażu, komponowania kadrów czy ujęć. Podobnie tematyka – parodia, pastisz, problematyka samotności, inności, proza codziennego życia, filmowość i uleganie złudzeniom... i tak wymieniać można by jeszcze przez co najmniej dwie strony. Nie wszystkie zaprezentowane filmy zachwycały, ale nierówny poziom powodował, że było różnorodnie, ciekawie i inspirująco. Moją uwagę przyciągnął dokument „Potwierdzenie”, w którym reżyser w eksperymentował z zachowaniem ludzi przed kamerą. Trudno ocenić, czy był to bardziej film, czy może zapis doświadczenia, z krótkiego obrazu płynęła jednak ciekawa refleksja nad naszą naturalnością i, równocześnie, był to dość oryginalny pomysł na film. .Z polskich filmów uwagę przyciągały też „Pan od historii” i „Nocna zmiana” - oba obrazy poruszały problem potrzeby zmian w codziennym życiu. Bohater „Pana od historii” - żałosny nauczyciel, który chce odzyskać poczucie własnej wartości poprzez zmianę sposobu ubierania się wzbudzał litość. W krótkim obrazie udało się Przemkowi Filipowiczowi ukazać upadek i samotność człowieka, wykorzystując przy tym zestawienie plastycznych, łagodnych kadrów z ostrymi, zbudowanymi dzięki wysokiemu kontrastowi ujęciami.

„Najnowsze Kino Polskie” w tegorocznej odsłonie było specyficzną mieszanką stylów, form, inspiracji i pomysłów. Spośród szesnastu prezentowanych w ramach konkursu obrazów, publiczność miała możliwość wybrać i nagrodzić statuetką swojego faworyta. W tym roku okazały się nim „Brzydkie słowa” w reżyserii Grzegorza Mielczarka. Fabuła obrazu osnuta była wokół historii młodego mężczyzny chorującego na Zespół Tourette'a – neurologiczne schorzenie objawiające się licznymi tikami i mimowolnym wypowiadaniem niechcianych fraz, w tym przypadku tytułowych brzydkich słów. Krótki film przyciągną zapewne widza opowiadaną historią realizatora dźwiękowego, który pomimo trudności i ograniczeń próbuje normalnie funkcjonować. Chwilami dramat, chwilami czarna komedia ujmowała także sposobem realizacji – ciekawe ujęcia, dziwnie liryczne sceny zapadały w pamięć. Drugie miejsce zajął obraz „Prosta historia o miłości” w reżyserii Arkadiusza Jakubiaka. Jest to opowieść o dwójce scenarzystów spotykających się podczas podróży na Hel. Film jest studium poznawania się, zbliżania, w końcu narodzin intymnej relacji, które nagle zostaje ucięta zaskakująca puentą: przerwą zarządzoną przez reżysera. Widzowie wyróżnili też film „Piotrek trzynastego” Piotra Matwiejczyka. Pełnometrażowy film będący parodią popularnych horrorów.

 

Drugą składową festiwalu były pokazy filmów pochodzących z krajów wyszehradzkich. Organizatorzy zaproponowali pozycje, które sądzę, że zajęły już swoje miejsce w historii kina. Brakowało nowości, mimo tego filmy wyszehradzkie, choć widziane zapewne kilkakrotnie, i tak zachęcały do kolejnego obejrzenia. Najlepszym przykładem jest film „Kontrolerzy” Niemróra Antala, który zamykał festiwal. Historia Balcsu, który porzuca dotychczasowe życie, by ukryć się w metrze pracując jako kontroler jest obrazem, który chyba nie traci na aktualności. Zakrzywienia rzeczywistości, zacieranie granicy pomiędzy jawą a snem i niezwykłe, zapadające w pamięć ujęcia to tylko nieliczne z wielu cech, które sprawiają, że obraz Antala jest tak niezwykły. Obok niego, a raczej przed nim, obejrzeć można było tak intrygujące pozycje jak pełny czarnego humoru i absurdu obraz „Guzikowcy” Petera Zelenka czy „Papryka, sex i rock'n'roll” Gergely Fanyó. Czarny humor, ciekawa problematyka, chwilami absurd prezentowanych sytuacji i, w większości przypadków, reżyserska wirtuozeria sprawiły, że ta skromna reprezentacja kina krajów wyszehradzkich może zachęcić do poznania kinematografii tego rejonu.


Od czasów braci Lumiere do dziś sztuka filmowa przeszła wiele zmian, ewoluowała i ta dzisiejsza w niczym nie przypomina już „Wyjścia robotników z fabryki”. Zmiana technik filmowych, estetyki, sposobów pracy z aktorem to tylko nieznaczna część transformacji, jaką przeszło kino – nie zmieniło się tylko jedno – film nadal jest „magicznym wehikułem”, który pozwala poznać i przeżyć szeroko rozumiane „więcej”, a zakończony XVI Wrocławski Festiwal Filmowy „Najnowsze Kino Polskie” - Cinemahrad był tego najlepszym przykładem.

Joanna Winsyk

 

wtorek, 21 grudnia 2010 10:52