Wielce Szanowni Panowie,
owa bezcenna „mała reszta”, wspomniana po raz pierwszy przez Amosa (Am 5, 15), a w dziejach każdej cywilizacji zagrożona zniszczeniem, to ‘anawim, pokorni, ubodzy i cisi, to ‘anijim, uciskani, gnębieni, to dallim, mali, słabi, ewionim, ubodzy, biedni. To ci wszyscy, których wybrała miłość Pana, Żyda Jezusa, który nie przyszedł powoływać sprawiedliwych, lecz grzeszników (Mt 9, 23). „Sprawiedliwi” w tym kontekście, oprócz odniesienia do faryzeuszy z ich marzeniem o doskonałości, to także ci, którzy mogą liczyć na siebie, na swą inteligencję i mądrość, w bolesnej konfrontacji z „niesprawiedliwymi”.
Nauczyciel nie po raz pierwszy wskazuje tu dwa różne porządki: sprawiedliwości i miłości.
W ziemskim życiu miłość przegrywa w starciu z niesprawiedliwością, z siłą przemocy i chciwości, manipulacji, pogardy i nienawiści, bo jest słabością dobra, które nic prócz miłości mieć nie może. Jak celnie ujmuje to teolog Sergio Quinzio, Pokonani są po stronie Boga, Bóg staje po stronie przegranej9. To znaczy: Bóg jest tam, gdzie już nie ma nic prócz obecności dla Niego, prócz biedy, rozpaczy, choroby, cierpienia, nieszczęścia, które tylko w Nim mają schronienie. Zatem jest tu najprostsza wskazówka, że miłość Boga, owa „przegrana Boga”, jak mówi o niej Quinzio, to inny wymiar niż porządek prawa i sprawiedliwości, które domagają się sądu nad grzesznikami i należnej im kary, ostatecznego triumfu dobra nad złem, Sądu Ostatecznego, na którym grzesznicy zostaną potępieni i strąceni do otchłani.
Mamy więc do wyboru: czytać Nowy Testament idąc za światłem tej miłości, za ‘anawim i za „przegraną Boga” lub za tradycją, która wybrała wiecznie zwycięską wojnę Boga z Szatanem, triumf „dobra” nad „złem”, potępienie grzeszników i Sąd Ostateczny (Ap 6, 10-17 i nast.).
Jeśli wyruszymy drogą tych, którzy poszukują Bożej Sprawiedliwości, Bóg NT nie będzie Bogiem miłości. Będzie zwróconą przeciw sobie bezwzględną sprawiedliwością bóstwa, które wymierza samo sobie karę za umiłowane, grzeszne stworzenie, człowieka. Syn, który ma być wcieleniem miłości, musi stać się ofiarą kary, złożoną na ołtarzu przebłagania. Nieugięta sprawiedliwość sama na siebie wydaje wyrok. Nie jest to więc, w sensie duchowym, jedynie paradoks, lecz mroczna przestrzeń dla całego strumienia równie mrocznych wyobrażeń, związanych z dialektyką krwawej ofiary, która w istocie jest ofiarą własnej nieugiętości. Bóg-Człowiek, tak jak zastępcze zwierzę ofiarne, zamiast człowieka złożony w ofierze (miłości?).
Bóg-Miłość jako zaplanowana żertwa ofiarna, „Prawdziwy Baranek” na krwawym ołtarzu „doskonale sprawiedliwego” przebłagania. Jakkolwiek interpretowany, Bóg składający swego Syna w ofierze przez męczeńską śmierć na krzyżu „za nas”, Bóg zadający Sam Sobie przemoc i ból, nie jest i nie może być Bogiem miłości. Jest bożkiem bezwzględnego prawa i bezwzględnej sprawiedliwości, która naprawdę „eschatologicznie zatriumfuje” po Zmartwychwstaniu Pańskim, ale ostatecznie i istotnie dopiero na Sądzie Ostatecznym. Bo wtedy grzesznicy zostaną osądzeni i zatriumfuje przeznaczone im wieczne życie w piekle.
I mimo Zmartwychwstania okaże się, że ta okrutna, „doskonała sprawiedliwość”, a dalej, wynikające z niej usprawiedliwienie przez wiarę, dla której wzorem jest Abraham (Rz 3, 31; 4, 1-25), wymaga Paruzji, Powtórnego Przyjścia Miłości. To zapowiedziane Powtórne Przyjście stawia nam pytania: Kogo ponownie oczekują „zbawieni”? Czy miłość jest kimś, kto ocala, zadając męczeństwo, planując męczeństwo, oczekując męczeństwa? Co oznacza słowo „odkupienie”?
Czy miłość to transakcja? Czy raczej miłość jest bezwarunkową akceptacją istnienia, niepragnącą dla nikogo bólu i cierpienia, przeciwnie, uzdrawia nas wbrew nieugiętej sprawiedliwości?
Czy miłość Boga nie jest całkowitą bezbronnością Boga wobec przemocy? Czy Jego miłością nie są ‘anawim, pokorni, ubodzy i cisi, ‘anijim, uciskani, gnębieni,dallim, mali, słabi, ewionim, ubodzy, biedni? Jezus nauczał, że ta właśnie miłość jest poznaniem (i działaniem) Ojca.
Renata Maria Niemierowska
tekst pochodzi z książki 13 Kazań do biskupów polskich
środa, 29 czerwca 2011 01:09



