Odyseja kulturalna Tomasza Bajera
Wrocławski artysta odstaje od reszty swojego pokolenia. Dlaczego? Przede wszystkim z powodu staranności wykonania swoich obiektów. Gotowe prace, które w całości zostały przez niego zrobione, a nie jedynie zaplanowane, zdradzają niezwykłe przygotowanie rzemieślniczne, o które coraz trudniej u artystów młodego pokolenia. Bajer jest samodzielny. Jego sztuka potrafi przyjąć najbardziej profesjonalny kształt i do złudzenia przypominać przedmioty, które wyszły z taśmy produkcyjnej. Nie ma w nich śladu fuszerki, żaden nie nosi też znamion tymczasowości. Obiekty Bajera są trwałe; wydaje się, że w kontekście zmiennej historii Wrocławia, drobne obiekty artysty stanowią jej przeciwwagę.
Artysta przyjął w swojej wizji historyczny punkt widzenia. Historia stanowi jedynie pretekst do podjęcia dialogu z najbardziej współczesnymi problemami, z jakimi spotyka się człowiek. Kontekst Wrocławia, miasta o podwójnej tożsamości i rysie historycznym, daje prawo Bajerowi do mówienia w dwóch różnych językach jednocześnie. Bajer przyjmuje na siebie rolę mediatora oraz tłumacza, jest przy tym nieprzekupny. Nie interesuje go poprawność polityczna, ale prawda, z jaką spotkał się na styku dwóch różnych kultur. Czy zabawa logiem znanej firmy farmaceutycznej nawiązuje do tradycji dadaistów? W pewnym sensie tak. Bajer przenosi znak graficzny firmy do czasów współczesnych i decyduje się na umieszczenie go w zupełnie nowym kontekście. Tak śmiały zabieg sytuuje go w tradycji artystów, którzy przed wojną dokonywali zabiegów estetycznych i dizajnerskich oraz zamachów na ustalone granice sztuki. To właśnie oni przenosili znane znaki graficzne firm z dziedziny konsumpcji do świata sztuki. Bawili się również najbardziej ogranymi i wytartymi symbolami politycznymi, które dopiero w nowej odsłonie nabierały zupełnie innego sensu. Stary znak można odświeżyć, udowadnia nam projekt "Bajer Pharmacy". Ten sam znak można jednak wytłumaczyć zupełnie inaczej.
Dwie kultury, dwa języki, jedno miasto. W kontekście dawnego Breslau i współczesnego Wrocławia, o którym Gregor Thum napisał, że nie zna drugiego tak uwikłanego w historię miasta, Tomasz Bajer zastosował własną strategię. Nie tylko dokonał zaanektowania gotowej marki koncernu farmaceutycznego, ale przeniósł ją do przestrzeni galerii. W pewnym sensie zaprezentował proces, w którym bezpośrednio na naszych oczach coś przechodzi w czyjeś ręce, tracąc wiele ze swojej tożsamości. Bajer użył nazwy firmy do złudzenia przypominającą jego własne nazwisko. Dokonał więc aktu artystycznego przywłaszczenia logo i pokazał jak idealnie wpasowuje się ono w kontekst jego własnej tożsamości. Logo marki buduje Bajera i jednocześnie wskazuje na jego rozdarcie; artysta pozostaje bowiem jednocześnie na styku dwóch kultur, nie należąc w zupełności do żadnej z nich. Czy tak rozumiana strategia budowania własnej tożsamości w oparciu o ruchome elementy i gotowe zestawy nie kojarzy się z tezami Zygmunta Baumana? Współczesnemu nomadowi - pisze socjolog - pozostaje do wyboru kilka masek oraz detali, które niczym symbole, emblematy lub metki mówią wszystko o nim samym. Logo wyręcza jednostkę i staje się skrótem do całego bogactwa jakim jest tożsamość. Dlaczego tak się dzieje? Z prostej przyczyny. We współczesnym świecie nikt nie ma czasu i okazji budować swojej tożsamości. Nikt też nie pozostaje niezmienny. To szaleństwo i jednocześnie metoda. W zmienności i transgresji utrzymuje się niestabilna, ale wyrazista tożsamość człowieka. Właśnie o tych niuansach doskonale opowiada Bajer.
Cały tekst ukaże się wkrótce w katalogu Galerii Entropia.
agnieszka kłos




