Wrocław wraca do Breslau
Willy Cohn należy do wyjątkowego grona kronikarzy życia żydowskiego w europejskich, nowoczesnych metropoliach, jakim przed wojną był Wrocław. Obok żyjących świadków Zagłady, którzy mieszkali we Wrocławiu: Anity Lasker, wiolonczelistki w orkiestrze w Auschwitz - Birkenau, którą dyrygowała światowej sławy skrzypaczka, Alma Rose i Karli Wolf, pielęgniarki z polowego szpitala na terenie cmentarza żydowskiego przy ulicy Lotniczej, Cohn jest symbolem miasta.
Jego dzienniki są szczególnie cennym i ważnym świadectwem dla pokolenia współczesnych Wrocławian. Dzieje się tak za sprawą żarliwego głosu naocznego świadka Zagłady ludzi i miasta w wymiarze historycznym, człowieka, który pisze o swoim „rozdarciu wewnętrznym". Jego zapiski odsłaniają osobowość skomplikowaną, upartą, lojalną wobec systemu, który go unicestwił. Wypada zacytować w tym miejscu kontrowersyjny, a jednak zrozumiały z punktu widzenia obywatela zasymilowanego wpis z dziennika: „Trzeba uznać wielkość człowieka, który nadał światu nowe oblicze", napisze o Adolfie Hitlerze.
Cohn przez całe swoje życie zawodowe należał przecież do najbardziej żywotnej tkanki miasta, tworzył je w wymiarze intelektualnym i zwykłej, coraz trudniejszej egzystencji. Marzył o żydowskim równouprawnieniu, emancypacji, asymilacji wreszcie, a swoje najszczęśliwsze zawodowe lata spędził w gimnazjum św. Jana, pracując jako nauczyciel historii. Jego dzienniki, które pisze od dzieciństwa, w 1933 roku zmieniają się w opis życia w mieście, w gronie swoich znajomych, a potem coraz dokładniej, coraz bardziej wnikliwie w głos historyka, przypatrującego się jego Zagładzie. Dla Cohna, kronikarza miasta, reportera Gminy Żydowskiej, członka elity intelektualnej, człowieka, który w wieku 44 lat mógł o sobie powiedzieć: jestem spełniony, rok 1933 oznacza najtragiczniejszy okres w życiu.
Autor "Żadnego prawa" wykorzystuje w dzienniku narrację pierwszoosobową, jednak talent do opisu i obserwacji czyni go przede wszystkim portrecistą szczególnych czasów: przejścia z Republiki Weimarskiej do narodzin III Rzeszy. Jest to okres wielkiej przemiany politycznej, społecznej, medialnej, zmian w hierarchii wartości, świadomości, kondycji ekonomicznej miasta i jego wizerunku. Cohn zapisuje ruch, który się dokonuje, posługując się prostymi zdaniami, życiowymi przykładami, raportuje z dokładnością księgowego, jaki obraz tragedii rozciąga się nad jego ukochanym miastem.
Dzięki umiejętności pisania o rzeczach codziennych, wydarzeniach związanych z rzeczywistością, realiami życia, modą, nowinkami, plotkami i anegdotami, Cohn mógłby być uznany na świecie za autora poczytnego, ale temat, który porusza sytuuje go w rzędzie pisarzy tragicznych. Jego talent docenili do tej pory przede wszystkim historycy i badacze przeszłości. To, co najważniejsze wynika z jego pracy jako historyka, to opis miasta, który zmienia oblicze pod wpływem nazizmu. O nazistach i ich związkach z Breslau autor pisze w sposób mistrzowski, tworząc mały realizm tych strasznych czasów.
I wreszcie sprawa najważniejsza, fundamentalna; związek Żydów z Breslau. Ich rola i znaczenie dla rozwoju Wrocławia, dla kultury, z której żywo korzystamy na co dzień. Cohn sam jest najważniejszym przykładem naturalności, zwyczajności i bogactwa kontaktów świata żydowskiego z niemieckim. Jego dziennik jest zapisem stanu kryzysu w tych kontaktach, a jego tragiczna śmierć odbiciem strasznego dramatu jaki ludzie sobie zgotowali nawzajem. Symbolem zakończonej sielanki wzajemnego poszanowania różnych kultur i religii jest zwolnienie Cohna z posady nauczyciela historii w gimnazjum św. Jana. Cohn dostał nakaz przymusowej emerytury jako osoba „niepewna politycznie".
Żadne inne miasto w Europie nie ma takiego kronikarza żydowskiego. Cohn między rokiem 1940 a 1941 spisuje i przeredagowuje najważniejszą część swojego dziennika, swoiste opus magnum. Jest w tej części wątek biograficzny, religijny, szczegółowe nakreślenie losów jego rodziny i wciąż powracający motyw wędrówki, marzeń o emigracji.
Tragedia lokalna, która oddaje w doskonały sposób dramat drugiej wojny światowej, to bardzo ważny element tożsamości Breslau i dzisiejszego Wrocławia. Żyjemy w mieście szczególnie dotkniętym totalitaryzmem. Cohn jako humanista i specjalista od dziejów człowieka i jego radzenia sobie z kulturą, cywilizacją, historią, może zostać przez nas uznany za ambasadora pokoju w swoim najprostszym przekazie. Książka, na którą składają się same dzienniki (jest ich przypomnijmy 112 zeszytów, a więc ponad 10 tysięcy stron), a więc nieocenzurowane, nieprzeredagowane słowa świadka, odsłania bezsens totalitaryzmu i wojny, a sam Cohn jest symbolem straty.
Wielogodzinne czekanie, to obraz, który bez przerwy pojawia się i powraca w notatkach Cohna. Ludzie czekają na węgiel, dostawę jedzenia, poradę lekarza, swoich bliskich, zmianę, nowe wiadomości. Czekanie zmienia się w kolejkę oczekujących, czekanie jest wyrazem bezsilności ludzi, dla których miasto stało się wrogie. Czekanie odsłania bezradność, zmusza do bierności.
Ludzie w dziennikach Cohna czekają na wyjazd, szukają możliwości emigracji. Cohn mimo, że mógł, nie opuścił nigdy Niemiec, swojej ojczyzny. Dzisiaj, po wielu dziesiątkach lat, Wrocław za sprawą wydania dzienników Cohna, wraca do Breslau, a Żydzi na nowo wypełniają przestrzeń po wielkiej stracie.
Willy Cohn, "Żadnego prawa - nigdzie. Dziennik z Breslau 1933-1941", opracowanie prof. Norbert Conrads, Wydawnictwo Via Nova, Wrocław 2010.
agnieszka kłos




