Rzuceni na P o ż a r c i e
Romowie [1] sytuują się na obrzeżach historii, polityki historycznej i społeczeństwa, definiowanego w oparciu o państwo, dlatego tak trudno mówić o ich losie w kontekście Zagłady. Każda rozmowa o wojnie sprowadza Romów do „początku" pewnej definicji związanej z poczuciem tożsamości. A przynależność, pamięć i przekazywanie historii w tej grupie nie należą do codziennych zajęć. Nieobecność Romów jest pierwszym paradoksem w spojrzeniu na historię; bo przecież grupa ta istnieje od zarania cywilizacji, uczestniczyła w dynamice drugiej wojny światowej, a jej nieobecność jest widoczna gołym okiem na kartkach podręczników w postaci „białych plam". Nieobecność obecna odwołuje historyków do socjologii. Prawdopodobnie większość ludzi definiuje swoją przynależność na podstawie kategorii „my", jeszcze bardziej prawdopodobne jest, że ludzie mówią o sobie w kontekście pamięci. Zapamiętali, byli lub dowiedzieli się o sobie z pamięci innych. Znaczna część tożsamości zanurzona jest we wspomnieniach. Nie u Romów.
Socjologowie, biografowie ludzkości, historycy i filozofowie antropologii zaczęli przypatrywać się poczuciu tożsamości Romów w oparciu o kontekst drugiej wojny światowej nie tak dawno. Największych odkryć na tym polu dokonano w 2000 roku. Niemal wszystkie dotyczyły różnic. W badaniach i opracowaniach częściej mówiono o tym, czego nie ma lub co różni Romów od reszty świata. Pomijano aspekt wypartej traumy i wojennego bólu. Wreszcie padło fundamentalne pytanie: czy Romowie podobnie jak Żydzi, byli w ogóle ofiarami Zagłady?
Scenariusz Zagłady, którą komponowali urzędnicy III Rzeszy był, jak każde dzieło zbiorowe wypadkową wielu błędów i potknięć. Biurokratycznych, administracyjnych, systemowych i emocjonalnych. Dlatego nie jest wolny od wypaczeń, niejasności, paradoksów i braku logiki. System Zagłady jest wynikiem walki o władzę. Ta definicja powinna otworzyć całe pole skojarzeń z korporacją, cywilizacją i zachłannością ludzkiej natury. Tworzeniu towarzyszy zwykle chaos i poczucie wyjątkowości, a w skrajnych wypadkach misji. Gdyby prześledzić kapryśność pewnych decyzji związanych z losem Romów w Niemczech, a potem w Europie, dostrzeże się niepokojące symptomy ludzkiej ułomności. O losie Romów decydował sentymentalizm z czasów I wojny światowej i ich udział w walce zbrojnej, gwiazdorstwo wokalne, taneczne i sportowe, wyróżnione na ringach oraz bieżniach sportowych, znajomości i uroda (szczególnego waloru erotycznego dodawała oryginalność rasowa; dzięki temu wśród dzieci niektórych grup przeprowadzano wstępne selekcje zanim trafiły one do obozów koncentracyjnych, sieroty z domu opieki przysposabiano do narodowej adopcji, dostrzeżona na rampie uroda ratowała życie kobietom, które stawały się modelkami do grafik z typologii antropologicznej ras).
[1] Używając tego określenia, nawiązuję do jego politycznego, nie etnicznego rozumienia. Międzynarodowe organizacje romskie już dawno zwróciły uwagę na ujednoliconą nazwę „Cyganie", którymi mylnie nazywano wszystkie grupy i rodziny. W krajach niemieckojęzycznych w takim kontekście używa się określenia „Sinti und Roma".
agnieszka kłos
Cały tekst ukazał się w najnowszym, 15 numerze pisma "Rita Baum", które dostępne jest już na rynku. Numer został poświęcony kulturze romskiej.




