
Darek Orwat, artysta szalony, żonglujący konwencjami i poruszający się płynnie pomiędzy wszystkimi dziedzinami sztuki, chętnie w swoich dadaistycznych projektach wykorzystuje także fotografię. Jak powszechnie wiadomo, fotografia posiada niezwykłą umiejętność kłamania – większości widzów wydaje się, że to co na zdjęciu – to rzeczywistość, że zdarzyło się naprawdę. Najróżniejsze ruchy artystyczne więc tę cechę wykorzystywały, tworząc montaże lub aranżowane fotografie, pokazujące sytuacje niezwykłe, nietypowe, absurdalne w taki sposób, by zmylić odbiorcę, wywołać w nim niepewność, czy oglądana przez niego praca dokumentuje prawdziwe zdarzenie. Dadaiści, awangardowy ruch artystyczny narodzony na początku XX wieku był jednym z tych, którzy najchętniej, także przy pomocy zdjęć, wprowadzali zamęt w głowach widzów. Łamali przyjęte konwencje, burzyli zasady, te dotyczące sztuki, ale i życia w ogóle, kpili sobie z miszczańskich "świętości". Darek Orwat odwołuje się do tych tradycji. Tworzy dzieła trudne do sklasyfikowania, posługuje się różnymi mediami, maluje obrazy, fotografuje się w najdziwniejszych sytuacjach, tworzy performance’y. A wszystko to doprawione niezwykłym poczuciem humoru. Wkrótce Orwat przejmuje pod swoje panowanie wrocławską galerię BWA Awangarda, by pokazać tam prace video, fotografie, naróżniejsze dziwaczne przedmioty oraz by dokonać tam kilku akcji artystycznych, które bez wątpienia zaskoczą, a zapewne też rozśmieszą widzów.
Oto charakterystyka tego współczesnego dadaisty:
Darek Orwat - absolwent ASP malarz, majsterkowicz, idealista dadaista, happener i czaruś filozof. Jego filozofia brzmi miej więcej tak: kosmos jest jak obłok planktonu a istota ludzka jest jak sardynka (z tym że jest to kwestia osobistego doświadczenia). Niewątpliwie na jego umysł ogromny wpływ miała sąsiadka Gostomska (była ona podobna do braci Marx!). Uprawia humor absurdu (coś w rodzaju romantycznego dadaizmu). Uważa, że uprawianie humoru absurdu działa ożywczo na umysł (a przynajmniej zapobiega popadaniu w stan rozciapciania!). Właściwie utrzymuje umysł w stanie jak po trzech lampkach szampana! Natomiast uprawianie dadaizmu połączone z praktyką jogi może przynieść jeszcze ciekawsze rezultaty. Chodzi o to, że artysta, który traci przestrzeń w umyśle, w której mogą pojawiać się te wszystkie cudne wizje, zaczyna tworzyć dzieła przypominające klopsy w sosie pomidorowym a czuły kochanek przeistacza się w pierdołę!. Prawdopodobnie, kiedy spojrzeć na nas z kosmicznej perspektywy wyglądamy jak zwyczajne pierdoły! Oczywiście nie tak łatwo jest się uwolnić od tych wszystkich problemów i zrelaksować na tyle by doświadczyć tej rozkosznej kosmicznej przestrzeni! Łatwo popadamy w depresje i przesiadujemy w ciemnym narożniku pokoju jak jakaś pieczarka. Jesteśmy pierdołami, sfrustrowanymi ciemniakami, to tak jakbyśmy w sylwestrową noc opychali się w bufecie nieświeżymi klopsami nawet nie zaglądając do cudnej balowej sali!
poniedziałek, 02 sierpnia 2010 19:55























